Francis Gabreski

czyli pierwotnie Franciszek Gabryszewski jest w Polsce – nie wiedzieć czemu –  postacią mało znaną. O ile wiemy, nie ma ulic swojego imienia.

No to napiszmy o nim trochę.

Urodził się w rodzinie polskich imigrantów w Pennsylwanii. Rodzina nie była bogata, ale jakoś syna wypchnęła na studia na uniwersytecie Notre Dame, z którego o mało nie wyleciał. Ale na studiach spotkał rekruterów z lotnictwa szukających chętnych do latania. Zaciągnął się. Z pewnymi trudnościami ukończył kurs pilotów i został skierowany do jednostki stacjonującej na Hawajach. A potem nastapił atak na Pearl Harbor.

Gabreski był jednym z nielicznych, którzy zdołali wystartować i próbowali podjąć walkę z Japończykami. Niestety bezskutecznie – żadnego nie zestrzelił.

Po ataku zgłosił się do swoich dowódców i wyłożył im co mu przyszło do głowy: Ameryka jest w stanie wojny z NIemacami i Japonią. Posiada ogromne i nowoczesne lotnictwo – ale w tym lotnictwie brakuje jednej rzeczy: pilotów, którzy mają jakiekolwiek doświadczenie bojowe. Takich, którzy choć raz w życiu widzieli walkę powietrzną można policzyć na palcach, cała reszta – z Gabreskim na czele – to żółtodzioby, któzy umieją latać ale nie potrafią walczyć. Natomiast piloci japońscy i niemieccy toczą wojnę już od paru lat i wielu z nich jest asami.

Co w tej sytuacji robić? Ano, Gabreski miał pomysł: Od czasów Bitwy o Anglię najlepsze dywizjony myśliwskie w lotnictwie alianckim to dywizjony polskie. Jeżeli uczyć się jak walczyć – to najlepiej w nich. On, Francis Gabreski, mówi po polsku więc jeżeli dowództwo by mu pozwoliło to on chętnie zaciągnąłby się do lotnictwa polskiego aby zdobyć doświadczenie a potem po powrocie do dywizjonu amerykańskiego będzie mógł doświadczenie to przekazywać pilotom amerykańskim.

Pomysł się dowódcom spodobał. Dostał rozkazy oddelegowujące go do Wielkiej Brytanii aby zaciągnąć się do lotnictwa polskiego. Tak trafił do polskiego dywizjonu 315.

Przeszedł w nim niezwykle intensywne szkolenie, odbył kolejkę lotów bojowych, co prawda nie zestrzelił żadnego Niemca – ale z lotnictwa polskiego wrócił jako niezwykle doświadczony pilot. Został skierowany do dywizjonu amerykańskiego.

Przyjęto go tam chłodno – piloci właśnie przybyli z USA, znali się od początku służby, razem przechodzili kolejne etapy szkolenia lotniczego – gdy nagle do dywizjonu przydzielono im jakiegoś przybłędę, który nie wiadomo skąd się wziął. Ale ten chłód nie trwał długo: Szybciutko okazało się, że tan Gabby – tak go nazywano – góruje nad całą resztą doświadczeniem. Zaczął błyskawicznie awansować. A jednocześnie zaczął zestrzeliwywać kolejne samoloty niemieckie. Do końca wojny został najlepszym asem myśliwskiem w lotnictwie amerykańskim w Europie. Potem, jeszcze wziął udział w wojnie koreańskiej – i tam też został asem stając się jednym z bardzo niewielu pilotów myśliwskich, którzy tytuł asa zdobyli w więcej niż jednej wojnie.

Do emerytury zdążył jeszcze odbyć długą i owocną służbę na rozmaitych stanowiskach dowódczych w lotnictwie a po przejściu do cywila zajął się biznesem i pełnił funkcje prezydenta jednej z sieci kolejowych.

Tak sobie myśleliśmy, że byłaby to doskonałą postać, którą można stawiać jako wzór dla dzieci polonijnych i postanowiliśmy sprawdzić czy choć jedna polska szkoła w USA ma go jako swojego patrona. Oczywiście – żadna. Patronami są święci no i oczywiście zestaw standardowy: Jan Paweł II, Piłsudski, Paderewski, Pułaski i tak dalej. Z bardziej egzotycznych patronów: Zbigniew Herbert oraz Wisława Szymborska.

My, Wielki Wódz, uważamy, że przy wyborze patrona szkoły nalezy kierować się tym że powinien to być ktoś z kim dzieci będą się utożsamiać i na kim wzorować. Gabreski doskonale się do tego nadaje: Pochodził ze zwykłej rodziny robotniczej (jak i większość dzieci polonijnych dzisiaj), chodził do szkóki polonijnej (jak i dzieci polonijne dzisiaj) – i jakoś potrafił łączyć w sobie swoją tożsamość polską i amerykańską tak aby być patriotą obu krajów. Na amerykańskim mundurze z dumą nosił polski Krzyż Walecznych. A w życiu wybił się nie tylko w lataniu i wojsku ale i w biznesie. Więc skoro on mógł, to dlaczego nie wy? Takie pogadanki mógłby prowadzić polski nauczyciel w szkole sobotniej do swojej klasy.

Nie mamy nic przeciwko Herbertowi, który jak wiemy, wielkim poetą był, ale uważamy, że się do roli patrona szkoły polonijnej nie nadaje. Herberta rozumieją tylko nieliczni ludzie, tacy, którzy gdy widzą zdanie

słynny okrzyk na górze Teches błędnie interpretują sentymentalni poeci znaleźli po prostu morze to znaczy wyjście z lochu

to potrafią bez googla i wikipedii odpowiedzieć na pytanie o jaki okrzyk na jakiej górze i o jaki loch chodzi. Takich ludzi nawet w Polsce jest niewiele. A w USA, wśród dzieci dla których język polski jest językiem drugim – po angielskim – takich ludzi jest zupełnie mało.

Proszę się postawić w roli  dziecka, które musi kolegom ze szkoły amerykańskiej opowiedzieć coś o patronie swojej szkoły polskiej. Co im opowie o Herbercie, żeby zainteresować? Nic, a jeżeli coś powie to i tak nie zrozumieją. A o Gabreskim można opowiadać! I jaką propagandę przy tym Polsce robić!

Przykre to, że żadna z polskich szkół nie zechciała go upamiętnić. Stara stalinistka Szymborska swoją szkołe ma a Gabreski nie.

No, skoro Polacy o Gabreskim  pamiętac nie chcą to przynajniej Amerykanie pamiętają. Tutaj macie Państwo amerykański film dokumentalny o nim. Miłego oglądania!

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s