To nie bunt, panie, to rewolucja

pod takim tytułem Pani Irena Lasota w Rzepie publikuje tekst o najnowszych wydarzeniach na Białorusi:

Gospodarka zaczęła padać, ceny – iść w górę – i by zapełnić pustą kasę, Łukaszenka wymyślił sposób godny dyrektora kołchozu: wprowadził podatek od bezrobotnych, których nazwano darmozjadami

My, Wielki Wódz, już o tym pisaliśmy: Pomysł wprowadzenia kar dla bezrobotnych za to, że nie pracują Prezydent Łukaszenko wziął nie od dyrektora kołchozu – tylko Prezydenta Obamy. Proszę Prezydentowi Obamie nie odbierać praw autorskich do jego pomysłu!

Ale dalej Pani Lasota pisze rzeczy w zasadzie słuszne:

Aleksander Łukaszenko, były sekretarz komitetu partyjnego kołchozu im. Lenina, został nieoczekiwanie prezydentem Białorusi w 1994 roku i udało mu się utrzymać przy władzy, wykorzystując swoje poprzednie doświadczenia. Białoruś nie stała się wprawdzie kołchozem, ale bardziej liberalnym sowchozem, rządzonym jednak stalową komunistyczną ręką. Łukaszenko miał spory talent. Zabijał opozycjonistów, ale stosunkowo niewielu, sadzał do więzienia, ale na stosunkowo niedługo, skłonił do emigracji wielu potencjalnych liderów opozycji, ale nie umieli się oni zjednoczyć, podczas gdy opozycja w kraju była osłabiona agenturą, biedą i intrygami zagranicznych (w tym polskich) instytucji wspierających demokratyzację.

Tak – my Wielki Wódz od dawna piszemy, że w porównaniu do prawdziwych dyktatorów Łukaszenko w zasadzie nie powinien być nazywany dyktatorem. Ma większy mandat demokratyczny do sprawowania władzy niż Juncker czy jakiś Timmermans i ma mniej ludzi na sumieniu niż Hilaria Clintonowa czy Obama. Z punktu widzenia interesów Polski to bardzo pozytywna postać – gwarant niepodległości Białorusi. Co będzie jeżeli go braknie a jego kraj zostanie zaanektowany przez Rosję? Czy polskie służby knujące jakby go obalić wiedzą co czynią?

Gdy Białoruś dotknął naturalny kryzys ekonomiczny spotęgowany sankcjami ekonomicznymi Zachodu, Łukaszenko zaczął się reformować. Na początek był gest, który zachwycił Zachód: prezydent rzucił wyzwanie Rosji, nie uznając separatystycznej Osetii Południowej (był to najprawdopodobniej manewr wymyślony w Moskwie), potem wypuścił przedwcześnie kilku niewinnie skazanych więźniów politycznych i w niedługim czasie zaczęto mówić o znoszeniu sankcji w zamian za łagodnienie Łukaszenki. Ale było już za późno.

My, Wielki Wódz, od dawna sugerowaliśmy, że Polska powinna Białoruś – i Łukaszenkę – wspierać gospodarczo wypłacając mu jakieś ukryte subwencje aby kraj się nie pogrążył gospodarczo. Nikt nas nie słucha, PO miało inne priorytety, a PiS woli się angaqżować w zupełnie nieistotne pyskówki mające na celu utrącenie Tuska w imię urażonej dumy Prezesa – a nie zajmuje się tym co za wschodnią granicą może się zamienić w poważny kryzys.

Oby nie było już za późno.

 

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „To nie bunt, panie, to rewolucja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s