Sofokles i Oscary

Dzisiaj zdaje się ma miejsce ceremonia rozdawania Oscarów. Piszemy: zdaje się, bo nie mamy w tipi telewizji. A samej ceremonii nie oglądaliśmy jeszcze nigdy w życiu i nie zamierzamy.

Zamiast tego napiszemy trochę na temat. Ponieważ ostatnio było o Aischylosie więc dzisiaj będzie o Sofoklesie.

Sofokles, jak wiadomo, wielkim dramaturgiem był. Dzisiaj jacyś tam reżyserkowie oraz aktoreczki podniecają się bo dostaną jakąś tam statuetkę i uważają to za wielkie coś. Sofokles startował w trzydziestu ateńskich festiwalach teatralnych, wygrał z nich 18 i nigdy nie zają miejsca gorszego niż drugie. Pod względem liczby zdobytych nagród ustanowił absolutny rekord w historii greckiego teatru (na drugim i trzecim miejscy byli Aischylos i Eurypides) a jego sztuki są grane po dziś dzień.

To pozwala nam spojrzeć na tą błazeńską instytucję jaką są Oscary z dystansu: Jak sądzicie Państwo: ilu ludzi będzie oglądać te dzisiaj nagradzane filmy za 2400 lat?

Bo całkiem możliwe, że Sofoklesa będą wystawiać nadal. Skoro się nie zestarzał do dziś to następnie dwa tysiące lat też go chyba nie zabije.

Pochodził z bogatej rodziny i stać go było na to, żeby poświęcić się pisaniu. A jako ateński arystokrata i obywatel udzielał się też w życiu publicznym – na tyle na ile potrafił. Był przez jedną kadencję skarbnikiem Ateńskiego Związku Morskiego – co było zajęciem bardzo odpowiedzialnym a niewdzięcznym – bo w razie wykrycia manka musiał pokryć je z własnej kieszeni. A pracę wykonywało się społecznie. Sofokles sobie poradził, manka nie było, rachunki pod koniec kadencji się zgadzały i z ulgą przekazał stanowisko następcy i wrócił do pisania.

Przyszedł czas, że wystawił Antygonę. Każda jego porzednia sztuka była wielkim hitem o którym mówiło całe miasto. Ale Antygona to nie był hit – to był super-hiper-mega-hit. Sofolkes wcześniej był sławnym dramaturgiem. Teraz stał się celebrytą, któremu trudno było wyjść na ulicę, bo ludzie się na niego rzucali.

To miało konsekwencje polityczne.

W onym czasie Atenami rządził Jarosław Kaczyński.

Znaczy się, chcieliśmy powiedzieć: W onym czasie Atenami rządził Perykles. Który, podobnie jak Kaczyński, lubił rządzić z drugiego szeregu. Owszem – zdarzało mu się pełnić oficjalne stanowiska, tak jak Kaczyńskiemu zdarzyło się być premierem, ale przez większość swojej kariery był tylko zwykłym posłem. Z tym, że gdy wstawał na Zgromadzeniu Ludowym i zapisywał się do głosu: „Perykles, syn Ksantyposa składa taki wniosek…” – to każdy słuchał i nie dyskutował. (Przeciwników politycznych na przestrzeni lat albo spacyfikował albo zmusił do opuszczenia kraju).

Onże Perykles, gdy juz opanował sztukę rządzenia z drugiego szerego zrozumiał zasadę, którą rozumie też Kaczyński: „Kadry decyduja o wszystkim”. Nie rządzi się gadaniem ani wydawaniem rozkazów administracji. Rządzi się obsadzaniem urzędów swoimi ludźmi, którzy będa realizować politykę dla której zostali na danym stanowisku postawieni.

Z tego powodu, po sukcesie Antygony, Perykles zwrócił się do Sofoklesa i postawił mu propozycję:

„Jesteś tak sławny, że mógłbyś startowac do najwyższej władzy w Atenach, rady dziesięciu generałów. Jeżeli chcesz – to zgłoszę twoja kandydaturę i pomogę ci wygrać”.

Sofolkles, jako sie rzekło, pewne doświadczenie publiczne miał, ale to był skok na urząd dużo powyżej jego dotychczasowego – więc miał wątpliwości czy to dobry pomysł. Ale Perykles go uspokoił: „Ja będę za ciebie myślał a ty będziesz tylko odbierał honory i uczestniczył w przyjęciach dyplomatycznych. Zresztą popatrz na tego prezydenta u barbarzyńców – tego Dudę: Radzi sobie? Radzi. To i ty sobie poradzisz mając mnie za plecami”.

Więc Sofokles się zgodził, został wybrany i objął urząd generała. Ale jeżeli myślał, że będzie, jak mu to Perykles obiecywał – tylko przyjmował obce misje dyplomatyczne oraz jadł i pił na przyjęciach – ciężką robotę zwalając na Peryklesa – to się strasznie mylił.

Wybuchła wojna z wyspą Samos. Jako jeden z generałów musiał objęć dowództwo zbrojnej wyprawy przeciwko tej wyspie. Nie specjalnie był tym zachwycony: Jako osiemnastolatek odbył, jak każdy ateński mężczyzna, dwuletnią zasadzniczą służbę wojskową – i na tym się jego edukacja militarna kończyła. Teraz nagle każą mu dowodzić armią tysięcy ludzi i kilkudziesięciu okrętów i płynąć z nią na Samos. Jak on ma to robić, skoro o wojskowości nie ma zielonego pojęcia?

Perykles go uspokoił: Nie panikuj. Pojade na wyprawę z tobą. Będą zawsze stał za tobą i będę ci mówił jakie rozkazy wydawać a ty je będziesz wydawał.

Jak postanowili tak zrobili. Załadowali wojsko na okręty, popłynęli na Samos. Tam już czekała na nich flota z tej wyspy, doszło do bitwy morskej, w której Ateńczycy bez większych trudności zmusili fotę Samijczyków do odwrotu i zablokowali ją w porcie co im dało panowanie na morzu. Wysadzenie desantu i rozpoczęcie regularnego oblężenia stolicy wyspy przyszło już łatwo.

Artyleria w tamtych czasach nie była jeszcze znana, rozmaite katapulty też. Zdobycie ufortyfikowanego miasta szturmem nie wchodziło w grę. Pozostawało wziąźć je głodem. Zważywszy, że Atańczycy kontrolowali morze i mieli zapewnione dostawy zaopatrzenia z domu kapitulacja Samos musiała być tylko kwestą czasu. Sofokles zaczął myśleć, że mu się upiekło i że jakoś z tej wojny wyjdzie obronną ręką, nie musząc walczyć.

Ale sprawy się skomplikowały. Wywiad doniósł, że król perski postanowił wmieszać się w konflikt i aby upokorzyć znienawidzonych Ateńczyków zebrał flotę fenicką i teraz płynie Samos na odsiecz.

Preykles zdecydował: Dzielimy armię na dwie połowy. Ja biorę jedną oraz flotę i płynę na spotkanie Persów. Jeżeli odnajdziemy ich daleko, zanim oni się nas spodziewają, to przez zaskoczenie rozbijemy ich na morzu. A ty, Sofolkes, z druga połową wojska zostajesz na Samos i musisz sobie radzić sam. Kontynuuj oblężenie aż wrócę.

Tak zrobili. Perykles odpłynął, Sofokles został sam – z tym, że teraz dowództwo wyprawy miał na własnej głowie i bez Peryklesa od myślenia. I natychmiast zaczęły się kłopoty.

Gdy tylko Samijczycy zobaczyli, że flota ateńska zniknęła wypłynęli z portu i odcięli pozostających na wyspie Ateńczyków od kontaktu z krajem. Statki z zaopatrzeniem nie mogły docierać. Sofokles ku swojemu przerażeniu zorientował się, że oblęgającego stał się oblężonym. Teraz to nie on Samijczyków ale Samijczycy jego zaczynają brać głodem. Co więcej: zaczeli robić wypady z miasta i atakowac obóz ateński. To już nie były przelewki: Literatura literaturą, Antygona Antygoną ale tu trzeba było dowodcy, który potrafił na ateńskich żołnierzy wydrzeć się aby ich ustawić w szyku i poprowadzić do ataku. Ciężka próba dla człowieka, który wcześniej tylko parał się układaniem słów w piękne zdania.

Na szczęście ta próba trwała tylko dwa tygodnie. Perykles wrócił. Wieści o nadpływających Persach okazały się nieprawdziwe. Mając ponownie flotę w ręku Ateńczycy po raz drugi zablokowali okręty Samos w porcie i powrócili do oblężenia. Tym razem do skutku: po paru miesiącach miasto skapitulowało.

Sofokles wrócił do domu. O swojej karierze wojskowej mówił, że żołnierz z niego marny – co nie było do końca prawdą. Owszem – nie odniósł żadncyh błyskotliwych zwycięstw – ale i nie zmarnował powierzonego sobie wojska ani żołnierzy nie wytracił w jakiejś głupiej bitwie. W chwili kryzysu – poradził sobie i stanowisko na Samos utrzymał do powrotu Peryklesa. Wspólcześni jego dowództwa nie oceniali jako porażki – w kazdym razie istnieją wzmianki, że nieco później, tym razem już samodzielnie, poprowadził wyprawę na jakieś północne wyspy na Morzu Egejskim. Wyprawa obyła się bez bitew i Sofokles wrócił do domu, złożył urząd pod koniec kadencji i z ulgą wrócił do pisania. Zapewne obiecując sobie, że już nigdy, przenigdy, nie da się wrobić w podobną robotę, żeby go nie wiem jak Perykles prosił.

A teraz morał: Jak sądzicie Państwo – ilu wśród tej celebryckiej swołoczy, którą dzisiaj zobaczycie (my – WWA – nie zobaczymy) na Oscarach – ilu jest wśród nich ludzi, którzy, gdyby im los tak kazał – potrafiliby objąć dowództwo batalionu piechoty, złożonego ze zwykłych obywateli USA – i potrafili by tych ludzi zmotywować do służby, zagrzać ich przykładem – i w razie potrzeby – poprowadzić do ataku na gniazdo karabinów maszynowych?

My, Wielki Wódz, twierdzimy, że niewielu. A także twierdziomy, że pomiędzy tym, że Sofokles się na podobny wysiłek w imię służby publicznej potrafił zdobyć – zaś ateńscy hoplici mu ufali, wierząc iż jako dowódca chce ich dobra – mimo iż na pewno zdawali sobie sprawę iż gość nie ma żadnego doświadczenia – otóż pomiędzy jego zdolnością do objęcia dowództwa nad wojskiem i zdobyciem tego wojska zaufania – a jego sztuką, która była sztuką pro- a nie anty- ateńską – istnieje głęboki związek.

Nie wyobrażamy sobie sytuacji aby taki zasraniec jak Jan Klata potrafił zapanować nad polską kompanią piechoty. Taki Broniewski –  to potrafił.  A on – nie.

Podobnie – nie wierzymy w to, że ci, którzy dzisiaj będą odbierać Oscary potrafiliby zdobyć autorytet podwładnych, gdyby przyszło im dowodzić oddziałem US Marines.

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Sofokles i Oscary

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s