Aischylos, Klątwa i Klata

W merdiach pełno doniesień o sztuce teatralnej „Klątwa” wystawianej przez jakiegoś importowanego buca. Nie oglądaliśmy i nie będziemy oglądać, gdyż cała sytuacja już nas serdecznie nudzi.

Po raz (na oko) trzysta siedemdziesiąty piąty oglądamy spektakl według tego samego scenariusza: Jakiś kompletnie nie znany bałwan postanawia zrobić sobie reklamę więc wywołuje skandal wystawiając dzieło sztuki w rodzaju krucyfiks zanurzony w urynie, Jezus z kobiecymi piersiami na krzyżu, genitalia na krzyżu, goła baba z gumowym kutasem i tak dalej. Wybucha skandal, bo na swoje dzieło gość wziął (na ogół spore) dotacje publiczne, jedni są oburzeni a więc inni natychmiast odkrywają w „dziele” niezgłębione pokłady artystycznej ekspresji. I spór zostaje ustawiony przez merdia na linii: ciemni, fanatyczni katotalibowie kontra oświeceni postępowi obrońcy wolności słowa. A tymczasem tak naprawdę tym „obrońcom słowa” nie o słowo chodzi ale o dorwanie się do kasy i publicznych dotacji, z których na ogół nieźle żyją.

Sprawa nie jest więc walką o obronę jakiś tam wartości ale zwykłym ordynarnym przekrętem finansowym i tyle a pseudoartyści zajmujący się zawodowym wywoływanim skandali poprzez wystawianie na scenach jakiś gówien są po prostu złodziejami.

Problem by nie istniał, gdyby państwo zaprzestało finansowania kultury. Teatry powinne się utrzymywać same – ze sprzedaży biletów. Wtedy problem skandalistów zniknie jak ręką odjął. Czy w Metropolitan Opera w Nowym Jorku wystawili by tą „Klątwę”? Nie – bo Meropolitan Opera nie dostaje państwowych dotacji i utrzymuje się sama. (Tzn coś tam dostaje od National Endowment of Arts, ale to są sumy w jej budżecie znaczące tyle co błąd z zaokrąglania dużych liczb).

Tak – teatry utrzymywały się same – było przez większą część historii i ludzkość na tym dobrze wychodziła.

Dlatego zamiast pisać o bałwanach, którzy w polskim teatrze wywołują skandal napiszemy trochę o historii. A konkretnie – o Aeschylosie, greckim dramatopisarzu, tworzącym w starożytnych Atenach.

Napisał mnóstwo sztuk. Z tych, któe przetrwały do naszych czasów najbardziej chyba znana jest – Persowie, która, gdy ją wystawiono po raz pierwszy w roku 472 pne okazała się strasznym hitem.

Dlaczego?

Teatr grecki był bardzo sformalizowany. Na scenie występował chór – i jeden aktor, potem dodano drugiego i trzeciego – i nigdy nie więcej. Tematyka dramatów obejmowała wydarzenia z mitologii. Tego się kurczowo trzymano, jak również schematu według którego budowano akcję. Aeschylus – w sztuce Persowie – dokonał w teatrze rewolucji – z dwóch względów.

Po pierwsze – odszedł od tradycyjnej tematyki. Nagle na scenie Ateńczycy zamiast zobaczyć kolejną sztukę opowiadającą o jakimś etapie wojny trojańskiej, lub inscenizację jakiegoś mitu – zobaczyli opowieść  o bitwie pod Salaminą – czyli o wydarzeniu, któe miało miejsce zaledwie kilka lat wcześniej i w którym prawie wszycy znajdujący się na widowni brali udział osobiście. Do obsługi floty wojennej wtedy zmobilizowali i posadzili na okrętach w chrakterze wioślarzy prawie całą męską populację swojego państwa-miasta. A nawet ci, któzy z jakiegoś względu pod Salaminą nie walczyli – to wszyscy mieli w swoim życiorysie wspólne przeżycie jakim była ewakuacja Aten a potem powrót do zniszczonej stolicy i jej odbudowę.

Po drugie – Aeschylos nie dość, że przedstawił na scenie wydarzenia, które były osobistym doświadczeniem jego widowni – to przedstawił je – z perskiego punktu widzenia. Akcja Persów toczy się na dworze króla perskiego w Susie. Dziś, w epoce krafiki komputerowej, efektów specjalnych oraz scenariuszy zaskakujących zwrotami akcji to nie tak bardzo szokuje, ale wtedy była to decyzja karkołomna. I Aeschylosowi udało się.

Stał się jednym z największych greckich dramatopisarzy a jego sława trwała przez dziesięciolecia. A Persowie są od czasu do czasu wystawiani w teatrach po dziś dzień. To jest osiągnięcie – napisać sztukę, która przetrwa próbę czasu i będzie wystawiana jeszcze 2500 lat później!

Aeschylus zmarł jako człowiek sławny – ale gdy umierał – wówczas kategorycznie zakazał aby na jego nagrobku umieszczono informację, że był poeta i dramatopisarzem. Zamiast tego potomni mieli napisać o nim, że był żołnierzem (w Atenach pojęcia żołnież i obywatel były równoznaczne) i że walczył w bitwie pod Maratonem.

Dlaczego? Bo Aeschylus zdawał sobie sprawę, że jest przedewszystkim Ateńczykiem a dopiero potem artystą. Gdyby nie Ateny – nie byłby nikim. To jego rodzinne miasto pozwoliło mu się stać dramatopisarzem gdyż dało mu audiencję dla której mógł pisać. A Ateny nigdy nie stały by się Atenami – miastem  ludzi w miarę bogatych – i co najważniejsze – wolnych! – gdyby nie wywalczyły sobie niepodległości poczynając od bitwy pod Maratonem, w której Aeschylus brał udział odobiście jako zwykły hoplita w linii.

Gdyby nie było Maratonu – nie byłoby sztuki ani Aeschylosa. A on to doskonale rozumiał.

(Przypomina się historia Tomasza Jeffersona, który na swoim nagrobku też nie napisał, że był prezydentem Stanów Zjednoczonych, gdyż nie było to w jego oczach najważniejsze życiowe dokonanie, inne uznawał za ważniejsze).

I dlatego właśnie o Aeschylosie i jego dramatach pamiętamy do dziś. A o bęcwałąch takich jak krakowski Jan Klata oraz ten – jak mu tam – reżyser od tej całej Klątwy – za parę lat nawet smród nie pozostanie.

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Aischylos, Klątwa i Klata

  1. Pingback: Sofokles i Oscary | Wielki Wódz Apaczów

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s