Początek końca wolności słowa

Używamy internetu na co dzień, niczym wodociągu lub sieci elektrycznej, nie przejmując się tym kto tą sieć utrzymuje. Przywykliśmy mysleć o tym, że internet nie ma jednego centrum dowodzenia i nikt nim nie zarządza.

Otóż nieprawda.

Istnieje – bo jeżeli sie Państwo nad tym zastanowicie – gdyż istnieć musi – organizacja, która zajmuje się przyznawaniem numerów IP oraz przypisywaniem nazw domenom internetowym. Musi istnieć, bo gdyby nie istniała taka instytucja – to gdyby jakis Wacek założył stronę pimpus.com a Placek, na drugim końcu świata też założył pimpus.com – to która strona pimpus.com byłaby prawdziwa?

Dzisiaj takimi sprawami zajmuje się agencja o nazwie ICANN. Z prawnego punktu widzenia jest to prywatna firma/fundacja jakkolwiek to nazwać non-profit działąjąca w Stanach Zjednoczonych. Utrzymuje ona bazę danych adresów internetowych.

ICANN od początku istnienia była celem sściekłych ataków ze strony obcych rządów. Kto posiada ICANN ten posiada internet a kto rządzi internetem ten kontroluje przepływ informacji. Rozmaite bandy międzynarodowych łajdaków takich jak ONZ domagały sie aby dać im kontrolę nad ICANN. Przez prawie dwadzieścia lat administracja USA te żądania odrzucała.

Aż przyszedł Obama i postanowił zrezygnować z kontroli nad ICANN, która stanie się czymś w rodzaju organizacji międzynarodowej. Co oznacza: w jej zarządzaniu będą mieli do gadania przestawiciele najbardziej nawet bandyckich reżimów świata. Jeżeli to posunięcie Obamy nie jest zdrada interesów narodowych Stanów Zjednoczonych – to nie wiemy co nim jest.

Od 1 października 2016 – to znaczy od jutra – ICANN przestaje być instytucją amerykańską.

Kwestia scedowania kontroli nad internetem przez Stany Zjednoczone przeszłą kompletnie bez echa, nie było większych dyskusji na ten temat, nie wspomniano jej w debatach prezydenckich. A konsekwencje będa głębokie i długofalowe. Jest wyłącznie kwestą czasu gdy od posiadaczy domen zacznie się wymagać – jako warunku rejestracji – dostosowania się do jakiś tam norm dyktowanych przez kraje bandyckie zasiadające w ONZ.

Nadchodzi koniec wolności słowa. Cieszcie się Państwo jej złotą jesienią, którą teraz widzicie w internecie. Naszym dzieciom i wnukom nie będzie ona dana.

Jeste jeszcze cień szansy – w desperackim geście Rejtana kilka stanów USA zaskarżyło do sądu decyzję administracji o przekazaniu kodów internetu. Jest minimalny cień nadzieji, że decyzja zostania opóźniona – i być może, gdyby Trump wygrał – odwołana. Ale nie liczylibyśmy na to za bardzo.

Obama odejdzie jako grabarz wolnego internetu.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s