To jest trochę przerażające

Dawno dawno temu plagą budzącą grozę był trąd. Wyjątkowo parszywa choroba, na którą nie było lekarstwa, która powodowała, że ciało chorego zaczynało się powoli rozpadać zamianiając człowieka w odrażające monstrum. Poczytajcie Biblię, gdzie pełno jest wzmianek o tym jakie przerażenie budziła ta choroba oraz przykazań mówiących o tym, że chorych należy bezwzględnie izolować od społeczeństwa aby nie zarażali innych.

Przez stulecia jedynym sposobem walki z trądem było przymusowe dożywotnie zsyłanie chorych do zamkniętych kolonii, gdzie żyli do śmierci, bez kontaktu ze światem zewnętrznym. Gdy u zdrowego człowieka stwierdzono trąd – urządzano mu symboliczny pogrzeb – w którym żegnano go na zawsze po czym odprawiano do kolonii. Rodzina i bliscy mieli go traktować tak jak by umarł. W panteonie świętych kościoła katolickiego są i tacy, którzy dobrowolnie osiedlali się w koloniach trędowatych aby opiekować się chorymi – po czym sami zapadali na tą chorobę i umierali.

Straszne – ale innej metody nie było. Z drugiej strony – dzięki tak drastycznym środkom plagę trądu udało się – prawie – opanować. W czasach nowozytnych choroba ta zaczęła być rzadkością.

Choć nie do końca. Niewielu ludzi wie – Państwo pewnie nie wiecie – ale ostatnia w USA zamknięta kolonia trędowatych istnieje nadal, na Hawajach. Ostatni pacjenci przyjęci tam trafili tam w latach 50. W latach 60 lekarze uznali, że choroba jest na tyle opanowana, że choć wyleczyć się jej nie da to można sprawić, że dzięki jakimś lekarstwom przestaje być zakaźna – więc uznano, że można pozwolić mieszkańcom tej kolonii na powrót do społeczeństwa. Nie doszło do tego – gdyż sami zainteresowani odmówili opuszczenia osady. Ich ciała były tak zdeformowane, że uznali iż wśród zdrowych ludzi nie są w stanie żyć, gdyż wszyscy będą od nich uciekać  – a w kolonii jest im dobrze i nie chcą odmiany swojego losu. Zwłaszcza, że w epoce telewizji, internetu, telefonów izolacja od świata nie jest już tak strasznie dotkliwa. Skończyło się na kompromisie: kolonia trędowatych będzie istnieć dopóki nie umrze ostatni jej mieszkaniec, potem zostanie zamieniona w zamknięty rezerwat przyrody, gdzie zwiedzający nie będą mieli wstępu. Ten stan rzeczy trwa do dzisiaj – władze czekaja aż ostatni trędowaci z osady wymrą.

Tylko, że nagle sprawy się skomplikowały.

Szkoła w Kaliforni zawiadomiła rodziców, że u dwojga uczniów stwierdzono trąd.

Wiadomość wywołała panikę. Rodzice zaczęli zabierać swoje dzieci ze szkoły, władze  odpowiedziały, że zarażone dzieci zostały usunięte ze szkoły i poddane kwarantannie zaś budynki szkoły poddane dezynfekcji. Niezbyt to rodziców uspokoiło.

I trudno się dziwić.

Tak oto stanęlismy przed dość przerażającą perspektywą: wygląda na to, ze trąd nie został pokonany do końca. Co więcej: dzisiejsze społeczeństwa nie są psychicznie przygotowane do walki z nim takimi metodami jak dawniej. Czy wyobrażacie sobie Państwo sytuację, gdy do domu w którym mieszkają te zarażone dzieci wkracza amerykański Sanepid w kombinezonach bakteriologicznych i oświadcza rodzicom, że dzieci są im odebrane – i dożywotnio wysłane do kolonii trędowatych na Hawajach? Rodzice mogą, jeżeli chcą, udać się do tej kolonii razem z dziećmi – ale będzie to droga w jedną stronę. Do społeczeństwa nie wrócą?

Wyobrażacie sobie to Państwo? Chyba nie. A co jeżeli okaże się, że innej drogi nie ma?

Strach pomyśleć jakie będą tego konsekwencje.

Oczywiście: W dzisiejszych czasach wiadomo, że trąd choć jest zakaźny, jednak nie jest bardzo zakaźny. Istnieją lekarstwa pomagające z nim walczyć oraz zapobiegać infekcji. W sumie sytuacja nie jest tak groźna, jak dawniej. Tym niemniej fakt pozostaje faktem: Myśleliśmy że walka została wygrana. A tak nie jest. Co będzie, jeżeli trąd zmutuje i powróci w groźniejszej formie, jak w czasach biblijnych?

Mało tego: gdy merdia opowiedziały o tym przypadku w Kalifornii nagle okazało się, że jest to tylko wierzchołek góry lodowej – o czym społeczeństwo nie wiedziało. Okazuje się, że przypadków trądu jest w USA dużo, dużo więcej – i że w 90% przypadków dotyczy on imigrantów przybywających z krajów zwiększonego ryzyka.

Nagle wychodzi na to, że ponure proroctwo Kaczyńskiego – o tym, że migracje będą powodować rozprzestrzenianie się chorób – było w stu procentach trafne. Choroby, które uważano w naszym świecie za pokonane – wracają, na skutek imigracji z Trzeciego Świata.

 

 

 

 

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s