Kiełbasa western

Western to jak wiadomo film opowiadający o Dzikim Zachodzie. Jeżeli kręcą go Amerykanie – to jest to po prostu western. Jeżeli kręcą go Włosi – to jest to spaghetti western. A jak by się nazywał western robiony przez Polaków? Chyba kiełbasa western – nie?

Pytanie, nie jest do końca retoryczne. W Polsce kręcono filmy stanowiące lokalną polską odmianę westernu – których akcja toczyła się na Ziemiach Odzyskanych lub Bieszczadach. Ale czy mógłby powstać polski western, którego akcja toczy się w Ameryce?

Ano mógłby – i powstał.

O polskich wsiach w Teksasie już pisaliśmy. To teraz trochę na ten temat.

Dawno dawno temu usłyszeliśmy, że jest na Śląsku jakiś maniak, który domową kamerą kręci westerny. No i ostatnio odlaleźlismy go na youtube – a jednocześnie napisał o nim Gazwyb: Pan Józef Kłyk, filmowiec amator, kręci westerny opowiadające o życiu polskich Teksańczyków w XIX wieku.

Fragment jednego z jego filmów można zobaczyć tutaj.

No cóz, nie jest to film profesjonalny. Wszyscy, co do jednego, aktorzy są amatorami. Rekwizyty robione są domowym sposobem, kamera jest zupełnie prosta, wszystko na minimalnym budżecie. To widać.

Ale jest w tych westernach coś autentycznego. Hollywood sprawił, że wszyscy wyobrażają sobie Dziki Zachód jako kraine zamieszkałą przez ludzi wyglądających i ubierających się jak John Wayne albo Clint Eastwood a dzisiaj istnieje w USA cały wielki biznes sklepów sprzedających „Western wear”, czyli odzież – uchodzącą – za typową dla Zachodu: Kapelusze, koszule, spodnie, boots, pasy, klamry i co tam jeszcze. Prosze nam wierzyć: Trzeba wydać fortunę aby wyglądac jak kowboj.

A Teksańczycy na filmach Pana Kłyka noszą się jak prości polscy chłopi – którymi w istocie byli. I jest to bliższe realiom. Gdybyście jakimś sposobem przenieśli się do dziewiętnastowiecznego Teksasu to ujrzelibyście kraj ludzi wyglądających bardziej na dzisiejszych mennonitów lub Amiszów niż na Johnów Wayne.

Stąd te robione na tanio filmy Pana  Kłyka ze Śląskiem udającym Teksas i chłopami w wytartych melonikach są bardziej teksaskie niż np. Alamo z Johnem Wayne w futrzanej czapie z wiewiórczą kitą.

Wydaje się nam, że Pan Kłyk przetarł szlak: można robić polskie westerny. Dopóki będzie je robił tylko on, metodami chałupniczymi – to na wielki sukces gatunku „kiełbasa western” nie ma co liczyć. Ale gdyby za temat wzięli się profesjonaliści – to to można przekuć na sukces kasowy. Jest w historii polskiego Teksasu sporo o czym, można opowiedzieć: długa podróż osadników przez prerię do miejsca, gdzie założyli osade Panna Maria, ich początkowe trudności, wrogość otoczenia, bijatyki ze nieprzychylnymi mieszkańcami okolicznej osady Helena (z których Polacy wyszli obronną ręką – osada Helena już nie istnieje, a polskie wsie – owszem), czasy wojny secesyjnej, gdy Teksas opowiedział się po stronie konfederatów a Polacy po stronie Unii – więc i strzelaniny też by były.

To tyle. A tu możemy obejrzeć Panią Dorotę Pawellek z Teksasu (widzicie Państwo na rysunku na czołówce Pana Kłyka: „Pawelek & Pollok?). My, Wielki Wódz, musimy Państwu wyjaśnić: Jest w Polskim Teksasie osada Pawelekville. Czyli Pani Dorota ma miejscowość nazwaną swoim nazwiskiem. Only in Texas.

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s