Grunwald

Wczoraj była rocznica bitwy pod Grunwaldem i mieliśmy o tym napisać – ale przyszedł ten zamach w Nicei a potem zamach stanu w Turcji więc nie napisaliśmy.

Postanowiliśmy zamieścić okazyjny tekst o bitwie pod Grunwaldem. Nie jesteśmy jego autorem, nie wiemy kto nim jest, znaleźliśmy go w odmętach internetu. Zastanawialiśmy się jak będzie odebrany: jako autoironiczny dowcip Polaków o sobie? Czy jako świętokradztwo? My w nim widzimy autoironię.

A zamieszczamy go gdyż przypomina nam się taka historia.

Wiele, wiele lat temu, jeszcze za komuny, byliśmy z Padre Polacco w Polsce i tam przy jakiejś okazji ujrzeliśmy dwóch pijaczków. Jeden z nich wyciągnął nowy banknot jaki wtedy wszedł do obiegu z podobizną Mieszka I lub Bolesłąwa Chrobrego (lub obu – nie pamiętamy) i zaczął drugiemu tłumaczyć, że to pierwszy król.

Na co ten drugi: „Co ty kurwa pierdolisz, to nie był król tylko książę, król to dopiero Chrobry…”

Ano – powiedział Padre Polacco – to jest Polska. Kraj gdzie nawet pijaczkowie rozpoznają królów sprzed tysiąclecia i potrafią o nich dyskutować. W Niemczech, Anglii, Francji czy Ameryce pijaczkowie nic o swoich dawnych królach i prezydentach nie wiedzą.

Miał rację.

Gdy pierwszy raz przeczytaliśmy ten tekst o Grunwaldzie to sobie te słowa Padre Polacco przypomnieliśmy. W Polsce nawet kibole wiedzą kim był Zawisza Czarny, Ulryk von Jungingen oraz dlaczego „Jurand ma oczy wyjebane”.

Zdaje się, że poprzednie rządy RP były z tego stanu rzeczy niezbyt zadowolone i obcięły ilość godzin nauki historii a Krzyżaków skreśliły z listy lektur bo godzą w sojusze.

Na szczęście jest szansa, że teraz to wróci do normy.

Dlatego teraz zamieszczamy ten tekst. Proszę pamiętać: Analogicznego tekstu o historii Francji lub Niemiec napisać sie nie da a jeżeli nawet się go napisze – to tamtejszy absolwent Hauptschule i tak go nie zrozumie.

 

Grunwald

Przed bitwa pod Grunwaldem spotykają sie obie armie. Zadowoleni z tego, ze 
sie wzajemnie odnalezli urzadzaja imprezke. W krzyzackim obozie wszyscy 
napierdoleni, klina klinem popychaja, sytuacja trwa kilka dni. Pewnego 
poranka budzi sieWielki Mistrz Ulryk von Jungingen i odbierając podawana mu 
flaszke, pyta sługi: 
-Co to my dzisiaj mamy? 
-Dzisiaj ma byc bitwa Wielki Mistrzu…. 
-O kurwa… – powiedzial skacowany Mistrz przecierajac twarz. 
Gdy juz po paru glebszych Mistrz zaczal kontaktowac, doszedl do wniosku, ze 
zamiast wymordowywac sie wzajemnie moznaby wystawic do walki po jednym 
rycerzu z obu stron i wygra ta strona krorej rycerz zwyciezy. Nie bedzie 
musialo tylu ginac. 
Jak pomyslal tak zrobil. 

Wyslali wiec kolesia z dwoma mieczami (czy dwoch gosci z jednym mieczem?) z 
poselstwem do Polakow. A tam… balanga na calego! Trzeba znalezc Jagielle! 
Po pewnym czasie odnalezli Go w koncu najebanego w stogu siana. Przystal na 
wszystko co mu powiedzieli… 

Teraz trzeba wybrac odwaznego do walki. 

Krzyzacy nie mieli z tym wiekszego problemu – wybrali oczywiscie Zygfryda de 
Loewe – najmezniejszego z meznych. Byl to rycerz z drewna nie strugany. 3,80 
wzrostu, 2,40 w barach. Teraz trzeba znalezc dla niego konia. Niestety 
jakiego by nie przyprowadzili, to albo sie zalamywal albo Zygfryd kolanami o 
ziemie szorowal… Sytuacja beznadziejna. Na szczescie Wielki Mistrz miał 
znajomości u Hannibala. 
-Masz tu ode mnie tego Sloniokonia – na pewno bedzie dobry. 
Rzeczewiscie, teraz to Zygfryd nawet stopami ziemi nie dotykal. 

Kolejny problem to miecz: szukaja i szukaja, ale zaden nie jest dobry. 
Największy miecz jaki znalezli w calych prusach to Zygfryd w trzech palcach 
trzymal! To przeciez bez sensu! Poszli wiec do kowala aby wykul odpowiednie 
oreze. Kowal wykul najpotezniejszy miecz jaki istnial – siedmiometrowy! 
Zygfryd zwazyl go w reku, jak machnal, to za jednym zamachem ścial 14 debow! 
No tym to mogę walczyc! 

Pozostała jeszcze zbroja. Jakiej by nie znalezli to albo za mala albo 
jakas taka lekka… Ostatecznie stary znajomy kowal wykul odpowiednia zbroje 
dla Zygfryda. Zajebista plytowka – pasowala jak ulal, zdobiona zlotem i 
nader wszystko wytrzymala. Zygfryd był gotowy do walki. 

Tymczasem w obozie Polakow ten sam problem. Jagiello szuka ochotnika, ale 
nikt sie nie zglasza. Krol postanawia wziac ich sposobem – polewa dodatkowa 
porcje miodu (wiele razy), niestety nawet totalnie najebani nie chcięli 
walczyc. Jagiello poszedl so starego drucha – Zawiszy Czarnego. Niestety ten 
nie byl skory do opuszczania domu. ‚Ubrudze sie tylko, jeszcze moze mi sie 
cos stac… daj mi spokoj.’ 

Kolejny byl Macko z Bogdanca – ale ten rowniez nie byl chetny. ‚Tu Jagienka 
na mnie czeka, a ja sie bede gdzies po jakis polach bitwy chedozyl? Nie ma 
mowy!’ 

Następny Jurand – ale ten ma oczy wyjebane! 
BEZNADZIEJA! 

Zalamany Krol wzial sznur i poszedl do lasu sie powiesic. Idzie i nagle 
widzi: jakis kurdupel – metr dwadziescia – konus taki, ubrany w marna 
skorzana kurteczke, z zardzewiala szabla u pasa, opiera się o drzewo i 
napruty jak worek,,, spawa. U Krola pojawila sie iskierka nadzieji, takie 
male swiatelko w tunelu. Podchodzi i pyta czy ten sie zglosi. 
-No pewnie – odpowiedzial napierdolony totalnie głlos. Nie byl w stanie 
powiedzieć nic wiecej. 

Teraz trzeba go uposarzyc. I tu problem. Jakiego konia by nie znalezli, to 
dla polaczka olbrzym. Nie utrzymalby go nawet. Olali sprawe. Teraz miecz. 
Niestey nawet najmniejszego nie byl w stanie uniesc. Wyluzowali. Jeszcze 
zbroja. Ale jakiej by nie przyniesli to dla naszego bohatera jak dom 
wielka – popijawy by mogł w srodku urzadzac. Dali se siana. Zostawili mu 
tylko to co miał – cienka skore i przerdzewiala szabelke. Na koniec 
poprosili tylko o jedno: 
‚Po wszystkim mozesz robic co chcesz, ale w dzien bitwy, na Boga, przyjdz 
trzezwy!’ 

Slonce wzeszlo, obie armie stoja naprzeciwko siebie. Z szeregu krzyzackiego 
wylania sie wspanialy rycerz. Ale gdzie Polak???… Szukaja go i szukaja. W 
koncu znalezli – oczywiscie napierdolony jak dzwonek. Mimo to tanio skory 
nie sprzedamy. Cuca go i wypychaja. 

Na ugietych nogach zataczajac sie wychodzi na pole bitwy. Naprzeciw niemu 
wielki Zygfryd de Loewe w blyszczacej zlotem zbroi, z wykurwistym mieczem, 
na poteznym sloniokoniu. Spina wierzchowca i rusza do ataku. 

Pedzi z ogromna predkoscia, ziemia drzy pod kopytami sloniokonia, drugie 
słonce blyszczy na zlotej piersi Zygfryda (wielki miecz zaslania to 
pierwsze). 

Jagiello wytrzezwiał natychmiast i pojał co zrobil. ‚Ja pierdolę! Przeciez 
on zaraz zmiazdzy naszego i wpadnie w nas – rozniesie nas w puch. Jestesmy 
juz martwi!’ – pomyslał zasłaniajac twaz. 

‚W NOGI, kurrrrwa, W NOGI!!!’ – krzyczy Krol i wszyscy spierdalaja gdzie 
popadnie. 

Zygfryd de Loewe na swym sloniokoniu wpada na kurdupla Polaka – huk, trzask, 
uniosl sie tylko kurz i dym… 

Wielki Mistrz podjezdza na miejsce potyczki aby pogratulowac swojemu 
zwyciestwa. Kurz opada, a tu straszny widok: 
Sloniokon lezy z obcietymi nogami, parenascie metrow dalej Zygfryd (cale
piszczele ma pokrwawione), a Polak stoi niewzruszony opierajac sie o szable i mowi: 

-Gdyby nie bylo ‚W NOGI’, to bym cie kurwa zajebal!!!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s