Pani Iwona Trusiewicz z Rzepy

dzielnie walczy na odcinku frontu ideologicznego. Przypominamy:

Merdia maja instrukcje: konsekwentnie i przy każdej okazji rozmywac pojęcia takie jak „narodowość” lub „obywatelstwo”. Jest to część planowej akcji „zmienić naród” a aby opór przed planami globalistów rozbroić  – należy zawczasu odebrac ludziom pojecia przy pomocy których sie identyfikuja. Dlatego należy konsekwentnie – na przykład – pisać o muzułmanskich zamachowcach w Europie jako „Francuzach” lub „Norwegach” – a gdy ktoś zaczyna kwestionować, że to nie sa żadni Francuzi ani Norwegowie – krzyczeć o rasiźmie i nietolerancji.

W Polsce strategia rozmywania pojecia naród idzie oporniej – ale też jest próbowana – na przykład przez Gazwyb, który z uporem próbuje z nienawidzącej Polski lewackiej pindy Róży Luksemburg zrobić Polkę.

Dzisiaj kolejna próba redefiniowania pojecia „narodowość”, w wykonaniu jako się rzekło Pani Trusiewicz, która pisze:

Najbogatszy Azjata to… Estończyk Mukesh Ambani

Nieprawda. Mukesh Ambani nie jest Estończykiem. Nie jest nawet obywatelem Estonii. Nie jest nawet mieszkańcem Estonii. Już raz o nim Rzepa ustami Pani Trusiewicz pisała i już raz zwracalismy uwage na to, że Rzepa (i pani Trusiewicz) kłamie – ale widać Redakcja dostała instrukcje aby iśc w zaparte.

Jeszcze raz dla Pani Trusiewicz: Mukesh Ambani nie jest żadnym Estończykiem. Niech Pani, durna babo, nie udaje że tego nie rozumie.

 

Reklamy
Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Papież skrytykował Trumpa

za politykę imigracyjną. Nic nowego, wiemy co papież ma do powiedzenia: nie należy zamykać granic, nie nalezy się bać imigrantów, i tak dalej w ten deseń.

Tenże sam papież będzie, podczas wizyty w Irlandii, broniony przez 1500 uzbrojonych ochroniarzy.

 

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Stany Zjednoczone to kraj rasistowski

o czym mona się przekonać czytając College Fix, czyli stronę internetową poświęconą życiu uniwersytetów, na której to stronie czytamy o tym jak uniwersytet w Kalifornii walczy ze strasznym problemem jakim jest zbyt duża liczba białych:

In keeping with the diversity and inclusion movement sweeping campuses across the country, Cal Poly San Luis Obispo recently released a 30-page report outlining plans to “improve diversity” via a series of initiatives.

Czyli:

Idąc w duchu ruchu inklyuzywnościjaki przetacza się przez uczelnie w kaju szkoła Cal Poly San Luis Obispo ostatnio opublikowałą raport na temat planów jak „poprawić różnorodność. (Psiakrew, nie bardzo potrafimy  amerykańska politpoprawną nowomowę tłumaczyć na polską politpoprawną nowomowę, jak nie przełożyć to wychodzi topornie – WWA)

Dalej:

One goal is to increase the number of people of color on campus beyond the increases that have already occurred over the past few years, as “applications from underrepresented minority students doubled between 2008 and 2018.”

Czyli:

Jednym z celów jest zwiększenie liczby kolorowych na kampusie ponad wzrost spowodowany tym, że liczba podań od kolorowych oraz mniejszości uległa podwojueniu między 2008 a 2018.

oraz:

“In 2011, the campus was 63 percent Caucasian,” the May 2 report informs readers, “in fall of 2017, it was less than 55 percent … but there is still much work to do.”

czyli:

W 2011 biali stanowili 63 procent kampusu – raport informauje czytelników – jesienią 2017 już mniej niż 55 procent – ale ciągle jest jeszcze wiele do zrobienia.

Koniec cytatu.

Nieco dalej czytamy:

And the college announced its intention of forcibly increasing diversity in “traditionally male-dominated majors” such as STEM and Architecture and Environmental Design, according to the document.

Czyli:

College ogłosił zamiar zwiększenia – pod przymusem – różnorodności na kierunkach  tradycyjnie zdomininowanych przez mężczyzn – takich jak kierunki ścisłe i techniczne, architektura oraz projektowanie środowiska (nie wiemy co to jest – ale pewnie coś głupiego – WWA).

Zastanawia nas, Wielkiego Wodza,  jak college wyobraża soibie zwiększenie – jak sam zaznacza – pod przymusem! – liczby Murzynów i kobiet na kierunkach ścisłych i trechnicznych?

1.Urządzi łapankę i schwytane kobiety i Murzynów przykuje łańcuchami do ławek na wykładach mechaniki kwantowej?

2.Rada uczelni wyda uchwałę, że każdy Murzyn ma być uzdolniony matematycznie?

3. Czy też po prostu wprowadzi numerus clausus dla białych mężczyzn?

Zgadnij Kotku, którą opcję wybiorą – 1,2, czy 3?

 

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

W finale Mundialu, My Wielki Wódz

kibicowaliśmy drużynie kraju europejskiego – ale niestety ostatecznie zwyciężyła reprezentacja Afryki.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Na 15 lipca tradycyjnie

przypominamy nasz tekst sprzed lat o bitwie pod Grunwaldem.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Wojna krajów Międzymorza z Unią Europejską

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Z okazji dnia Bastylii

publikujemy link do czołobitnego artykułu jaki The Guardian poświęcił przedstawicielce amerykańskiej arystokracji, Chelsei, księżniczce Clinton.

Co ma wspólnego Chelsea Clinton z rewolucją francuską – zapytacie Państwo. Ano – ma. Ale o tym za chwilę.

Artykuł z Guardiana reprezentuje tradycyjny ton w jakim prasa pisze o mafii Clintonów: Na kolanach w tonie odrażającego wręcz lizusostwa. Takiej czołobitności i takiego włażenia możnym tego świata do tyłka jakie widzimy na przykładzie prasy piszącej o Clintonach nie było nawet w poststalinowskich demoludach – z wyjątkiem Rumunii, gdzie merdia robiły z siebie idiotów pisząc o „Ceausescu, geniuszu Karpat”. W takich krajach jak Polska – nawet za komuny, po 1956 – istniały pewne granice przyzwoitości w kadzeniu. Ludzi władzy prasa traktowała z rewerencją – ale o ich rodzinach milczała. Syn Jaroszewicza był hulaką i playboyem – nie pisano o tym. Syn Gierka – został profesorem w jakimś tam instytucie czegoś tam – i poświęcił sie pracy naukowej, nie wychodząc z laboratorium – zostawiono go w spokoju. Prasa o nim milczała i  dopiero po smierci ojca, już po komunie, na krótko, spróbował polityki. Natomiast pomysły aby padać na twarz i pisać wazeliniarskie teksty o babce, która absolutnie nic w życiu nie dokonała, nic sobą nie reprezentuje a znana jest tylko z tego, że jest córką Billa i Hilarii – to jest jakaś cywilizacja azjatycka. Rumunia Ceausescu się przypomina. Albo dużo gorzej.

Pytają Chelseę co sądzi o przegranych przez mamusie wyborach:

I think the wreckage that we’re seeing at this moment is one that will, I hope, be repaired on the policy standpoint when we elect Democrats. But I think we will still then have work to do on repairing the tone in our country, the exposure of the real racist and sexist, homophobic, Islamophobic and antisemitic feeling which is on the rise in our country – a rot that has been exposed.”

Oh, ah. Czyli to samo: głebokie przekonanie, że prezydencja to było coś co się Hilarii należało na mocy boskiego nadania i co zostało jest bezprawnie przez uzurpatora ukradzione. A gdyby Hilaria była prezydentem, to Chelsea już by miała załatwiany fotel senatora, który jej się też, na mocy boskiego nadania, należy. To, że ani mamusia ani córcia nie dostaną tego co im sie należy to przez ten „rasizm, seksizm, homofibizm, islamofobizm i antysemityzm”. Parszywy naród, ci Amerykanie, że nie wybrali tego kogo wybrać mieli obowiązek, tylko, bezprawnie, kogoś innego.

To głebokie przekonanie, że władza sie Clintonom po prostu należy – a tylko głupi naród do nich nie dorasta – to jest coś co z nich wychodzi niczym słoma z butów, przy każdej okazji – że przypomnimy chociaż słynne wideo na którym Hilaria krzyczy – krzyczy! – na swoich zwolenników: „Dlaczego nie jestem 50 punktów przed Trumpem?”

(Wideo pod tym oryginalnym linkiem zostało już skasowane, ale możecie je obejrzeć tutaj).

Teraz na koniec prosze chwile pomysleć: To wszystko już w historii było. W narodach wytwarzała się arystokracja – próżniacza, pasożytnicza i nieproduktywna warstwa ludzi traktujących władzę i przywileje jako coś co im przysługuje z racji urodzenia – i wykazująca absolutną, bezgraniczną  pogardę dla  οἱ πολλοί. Potem przychodziła rewolucja – i nagle puszczały hamulce. Lud zaczynał dobrze urodzonych wyrzynać w nieoczekiwanym przypływie furii. Tak było podczas rewolucji francuskiej – a także wielu innych buntów mas ludowych w różnych krajach i epokach.

Jeżeli zaczniecie sie Państwo zastanawiać skąd w ludziach – we Francji i gdzie indziej – potrafiła eksplodować taka straszna nienawiść do arystokracji – to odpowiedź brzmi: Czytajcie artykuły o Clintonównie i patrzcie jak przed nią padaja na twarz dworzanie – a zrozumiecie.

Clintonówna powinna się cieszyć, że w Ameryce rewolucje robione są przy pomocy kartek wyborczych – a nie gilotyny.

 

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Czy Polska powinna szukać nowych sojuszników?

pyta w Rzepie Redaktor Bielecki. Niby, że Trump chce się dogadać z Rosją.

Wielki i jak zwykle na ogół nieomylny Wódz Apaczów od zawsze mówił, że na sojuszu z NATO polegać nie można ale do polskich zakutych łbów nie docierała i nie dociera myśl, że Stany Zjednoczone nigdy i na żadnych warunkach nie zaryzykują wojny atomowej z Rosją w obronie Polski. Mówilismy o tym w kółko – i nikt nam nie wierzył, mimo iż to przecież oczywiste.

Teraz Pan Redaktor ze zdumieniem odkrywa, że Trump doszedł do wniosku, że Stany Zjednoczone nie mają żadnego interesu w konflikcie z Rosją. Oczywiście, że nie mają! Rosja nie jest dzisiaj żadnym zagrożeniem dla Europy, o czym piszemy do znudzenia.

Skoro Pan Redaktor pisze, że trzeba szukać nowych sojuszników – to może na początek zająć się rewizją dotychczasowych dogmatów polskiej polityki zagranicznej, mówiących: „Rosja była i jest wrogiem a ze strony zachodniej już nam nic nie grozi”. Może ten dogmat jest błędny i wymaga rewizji? Może Europa wcale nie jest oazą stabilności i dobrobytu ale wielką beczką prochu czekającą na zapłon?

Może warto się zastanowić nad tym, żeby z Rosją się spróbowac dogadać – właśnie teraz – gdy nie jest zbyt silna – gdy będzie silna, to nie będzie chciała z Polską gadać – i wejść z nią sojusz w tym samym momencie gdy w sojusz z Rosją wejdzie USA? Tak aby w zmienionej konfiguracji nadal pozostać sojusznikiem USA (przynajmniej formalnie), sojusznikiem Rosji – a Europę Zachodnią sobie odpuścić – jako, że ten kontynent jest skazany na zagładę i zmierza ku katastrofie. Trzeba będzie budowac zasieki na Odrze aby się odgrodzić od rzezi jakie na nim będą miały miejsce.

Czy ktokolwiek rozważa taką możliwość?

 

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

A gdy Wielk Wódz, na ogół nieomylny

tłumaczy wam, że Francję czeka wojna domowa – to nam nie wierzycie.

A przecież to jest oczywista oczywistość. Jak wy sobie wyobrażacie, że to się może skończyć inaczej?

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Jak to możliwe, że Ameryka istnieje?

Co jakiś czas ktoś wyskakuje z pomysłem, że można by tak coś w polskim prawie uprościć lub zmienić tak aby trochę ulżyć ludziom biurokratycznej mitręgi. I zawsze wtedy wyskakuje jakiś mądrala Dobry Wuj, który naukowo i precyzyjnie udowadnia, że spraw  absolutnie ale to absolutnie nie można uprościc, bo się od tego może świat zawalić. A pozatym: Dlaczego coś ma być proste skoro może być skomplikowane?

Zawsze wtedy zwracamy uwage, że podobne, proste rozwiązania z powodzeniem sa stosowane w Ameryce – i świat sie nie wali. Więc jak to jest możliwe, że Ameryka istnieje?

Przechodząc do konkretów: Ktoś tam proponuje, ze trzeba znieść w Polsce obowiązek meldunkowy. Wprowadzono go za komuny – i trwa nadal, nie wiadomo po co. No, eksperci są za – pod warunkiem, że sie go będzie znosić stopniowo i w taki sposób, żeby nie go znieść. Po paru latach stopniowego znoszenia okazuje się, że jednak obowiązek meldunkowy zostaje. W Ameryce, kraju z dziesięciokrotnie bardziej liczebna ludnością obowiązku meldunkowego nie ma – i nic strasznego sie nie dzieje. Ale w Polsce musi być. Jak to możliwe, że Ameryka istnieje?

Aby latać szybowcem Polak musi przejść skomplikowane badania zdrowotne i mieć co najmniej 16 lat. W USA badań zdrowotnych dla pilotów szybowcowych nie ma w ogóle, a samodzielnie latać mozna od 14 lat. Polskie aerokluby chca obniżenia wieku do 14 lat – ale natychmiast wyskakuje Dobry Wuj – który absolutnie i naukowo udawadnia, że z przyczyn fizjologicznych czternastoletnie dzieci nie sa w stanie pilotować szybowca. Ponieważ w USA dzieci szybowce pilotują i nic strasznego sie nie dzieje, więc rozumiemy, że fizjologia amerykańskich nastolatków jast jakaś inna niż polskich. Albo, że Dobry Wuj nie rozumie słowa „fizjologia”.

Aby wypłynąć żaglówką na jezioro w Polsce trzeba mieć patent żeglarski, ostatnio podobno procedura i tak została uproszczona w porównaniu do tego co było za komuny. W USA, Wielkiej Brytanii i wielu krajach Zachdniej Europy żadnych patentów żeglarskich nie ma w ogóle – i nic strasznego się nie dzieje. Twierdzimy, że i w Polsce nic strasznego by sie nie działo, gdyby patenty znieść – ale Chór Dobrych Wujów czuwa, i gdy tylko ktoś wysunie taka propozycję zaczną drzeć szaty: To będzie koniec świata! Ludzie się będa topić! Jachty rozbijać! Jak to możliwe, że Ameryka istnieje?

W Polsce aby przetłumaczyć jakiś dokument na polski trzeba iść do tłumacza przysięgłego, który przetłumaczy i przybije na tłumaczeniu pieczątkę, nie za darmo, ma sie rozumieć. W Ameryce możemy dokument przeetłumaczyć sami i dołączyć do tłumaczenia oświadczenie: „Oświadczam, że przetłumaczyłem sa, znam oba jezyki i że oświadczam że moje tłumaczenie jest dokładne i ścisłe”. W 99 procentach przypadków – takie tłumaczenie wystarcza, tłumacz przysięgły nie jest potrzebny. No i jak to możliwe, że Ameryka istnieje?

W Ameryce notariuszem zostaje sie po parutygodniowym kursie. W Polsce po studiach prawniczych i odbyciu aplikacji w kancelarii. Tak, wiemy, zakres obowiązków polskiego notariusza jest nieco inny niż amerykanskiego – tym niemniej aby poświadczyć, że „W mojej obecności obywatel złozył podpis na niniejszym dokumencie” – naprawdę nie potrzeba wielkiej wiedzy. Jak to możliwe, że Ameryka istnieje, skoro jej notariusze nie mają za soba studiów prawniczych ani aplikacji notarialnej?

Właśnie mamy kolejny przykład. Aby w USA dostać prawo jazdy, robi sie to mniej więcej tak (szczegóły sa nieco inne w każdym stanie, ale ogólne zasady sa podobne): Idziemy do biura DMV, które wydaje prawa jazdy. Tam, na poczekaniu, piszemy test ze znajomości przepisów. Test jest dla półanalfabetów, więc żaden problem go zdać. Dostajemy tzw. „Learner’s permit”, czyli prawo jazdy pozwalające na jazdę autem jako kierowca – pod warunkiem, że obok nas siedzi ktoś kto już ma prawo jazdy. Pod jego nadzorem uczymy się jeździć. Jak się nauczymy to idziemy na egzamin i kwita. Jeżeli ktoś chce – to może zapłacic instruktorowi za lekcje jazdy, ale obowiązku nie ma.

Z tego co wiemy, przynajmniej w niektórych krajach UE jest podobnie, ale to już niech ci co mieszkają w UE sie wypowiedzą.

Ktoś zaproponował, żeby podobny system wprowadzić w Polsce. No i oczywiście – NIE DA SIĘ. Zaraz wyskoczył Dobry Wuj, który naukowo wytłumaczył, że nie każdy się nadaje na instruktora. Oprócz tego rodzic, który chce uczyć swoje dziecko jazdy powinien najpierw pójść na kurs dla instruktorów i wykupić dodatkowe ubezpieczenie. Po prostu NIE DA SIĘ. W Ameryce się da – i nic strasznego sie nie dzieje. Ale w Polsce sie nie da i już. Polacy są – w przekonaniu polskich Dobrych Wujów – głupsi od Amerykanów.

No i sami Państwo powiedzcie: Jak to możliwe, że Ameryka istnieje, skoro polscy eksperci na każdym kroku udowadniają, że istnieć nie może?

 

 

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz